— Na Ankonę — odpowiedział baron.

Imć Pastrini przetłumaczył pytanie i odpowiedź — i konie ruszyły galopem.

Danglars rzeczywiście zamierzał pojechać do Wenecji, gdzie chciał podjąć część pieniędzy, a następnie udać się do Wiednia i tam zrealizowałby resztę. Pragnął zamieszkać tam na stałe, gdyż zapewniano go, że Wiedeń to miasto uciech. Jechali już przez rzymską kampanię. Zaledwie ujechali trzy mile, zaczął zapadać zmierzch.

Danglars nie spodziewał się, że wyjazd nastąpi tak późno, inaczej zostałby w hotelu. Zwrócił się do pocztyliona z pytaniem, ile jeszcze do najbliższego miasta.

Non capisco — odparł pocztylion.

Danglars kiwnął głową, jakby chciał powiedzieć:

— No to dobrze.

Powóz pędził dalej.

— Na najbliższej poczthalterii — rzekł do siebie Danglars — każę mu się zatrzymać.

Nadal pozostała mu resztka wczorajszego dobrego samopoczucia, które sprawiło, że tak dobrze spał.