— Ej! — krzyknął do pocztyliona — ej, mio caro!
Było to kolejne włoskie słowo zaczerpnięte z muzyki, które Danglars przyswoił sobie, gdy jego córka śpiewała duety z księciem Cavalcanti.
Lecz mio caro nie odpowiedział.
Danglars otwarł więc okno.
— Hej, przyjacielu, dokąd to jedziemy? — zawołał, wystawiwszy głowę.
— Dentro la testa! — wrzasnął ktoś rozkazująco i pogroził pięścią.
Danglars zrozumiał, że dentro la testa miało oznaczać „schowaj głowę”. Robił jak widać szybkie postępy w nauce włoskiego.
Usłuchał niezbyt uspokojony, a ponieważ niepokój rósł w nim z minuty na minutę, po paru chwilach znikła jakoś owa pustka w głowie, co sprowadziła nań sen — gdyż w jego głowie aż zaroiło się od myśli, i to takich, które nie dałyby zasnąć nikomu, a co dopiero człowiekowi w takiej sytuacji, jak Danglars.
Gdy człowiek doznaje jakiejś silnej emocji, nagle wyostrzają mu się zmysły. Szybko jednak przychodzi znużenie i tracimy owe niezwykłe umiejętności. Nim ogarnie nas strach, widzimy rzeczy takimi, jakie są. Przerażeni wyolbrzymiamy je. A gdy strach już nas odejdzie, stają się mętne i niewyraźne. Wyostrzonym nagle wzrokiem Danglars ujrzał, że jakiś człowiek owinięty w pelerynę galopuje przy prawych drzwiczkach powozu.
— To żandarm — szepnął. — Czyżby donieśli o mnie przez telegraf władzom papieskim?