Zdecydował wyzbyć się niepewności.
— Gdzie mnie wieziecie? — spytał.
— Dentro la testa! — odpowiedział mu ten sam złowróżbny głos.
Danglars popatrzył w lewo. Z tej strony także jechał ktoś konno.
— Nie ma wątpliwości — powiedział sobie i pot zrosił mu czoło — złapali mnie.
I skulił się w kącie powozu; tym razem nie po to, by spać, lecz by przemyśleć sytuację.
Chwilę później wstał księżyc.
Popatrzył z głębi kolaski na zewnątrz: mijali ogromne akwedukty, owe kamienne zjawy, na które już wcześniej zwrócił uwagę. Ale tym razem zamiast po prawej, widział je po lewej stronie.
Zrozumiał, że powóz zawrócił i że wieziony jest z powrotem do Rzymu.
— O, ja nieszczęsny! — wymamrotał. — Pewnie uzyskali ekstradycję.