— Nikt. Byliśmy sami.

— I nikt tej rozmowy nie mógł podsłuchać?

— Mógł, bo drzwi były otwarte, a nawet... chwileczkę... tak, tak; przechodził tamtędy Danglars, właśnie w chwili, gdy kapitan Leclère oddawał mi paczkę do marszałka wielkiego.

— No tak — kiwnął głową ksiądz — mamy już niewątpliwy ślad. Czy wziąłeś kogoś ze sobą na brzeg, kiedy dopłynęliście do Elby?

— Nikogo nie zabierałem.

— Dano ci tam list?

— Tak, marszałek dał mi list.

— Cóżeś z tym listem zrobił?

— Włożyłem go do pugilaresu.

— Miałeś więc ze sobą pugilares? Jak pugilares z urzędowym listem mógł się zmieścić w kieszeni marynarskiego stroju?