— Więc to Danglars.

— O! Teraz i ja jestem tego pewien.

— Powiedz mi jeszcze, czy Danglars znał Fernanda?

— Nie... tak!... przypominam sobie...

— Co takiego?

— Dwa dni przed moim ślubem widziałem ich razem, przy jednym stole w altanie u Pamfila. Danglars był wesoły i traktował mnie przyjaźnie, a Fernand był blady i drżący.

— Czy byli sami?

— Nie, byli w trójkę. Siedział z nimi mój dobry znajomy, i to on na pewno poznał ich ze sobą — krawiec, nazywa się Caderousse, ale ten miał już dobrze w głowie. Chwileczkę... chwileczkę... Ach, jak mogłem o tym zapomnieć? Obok stołu, na stoliku stał kałamarz z piórem, leżał papier... — Dantès przetarł dłonią czoło — O nikczemni! Nikczemni!

— Czy chcesz jeszcze się czegoś dowiedzieć? — rzekł ksiądz z uśmiechem.

— Tak, tak, bo ksiądz potrafi wszystko zgłębić, bo ksiądz widzi jasno wszystkie rzeczy. Chciałbym wiedzieć, dlaczego byłem przesłuchiwany tylko raz, dlaczego nie stanąłem przed sądem i czemu skazany zostałem bez wyroku?