— Jestem o tym przekonany. Do kogóż ten list był adresowany?

— Do pana Noirtier, mieszkającego na ulicy Coq-Héron nr 13 w Paryżu.

— Jak ci się zdaje, czy ten podprokurator nie miał w tym własnego interesu, aby list zniszczyć?

— Być może, bo mi ze trzy razy kazał przysięgać, że nie wspomnę nikomu ani słowa o tym liście i że nigdy nie zdradzę nazwiska z koperty.

— Noirtier — powtórzył ksiądz. — Noirtier? Znałem jakiegoś Noirtiera na dworze królowej Etrurii, był on żyrondystą za rewolucji francuskiej. A jak się twój podprokurator nazywał?

— De Villefort.

Faria parsknął śmiechem.

Dantès spojrzał nań osłupiały.

— Co się księdzu dzieje? — zapytał.

— Czy widzisz ten jasny promień słońca? — zapytał ksiądz.