— A jednak to zabójstwo byłoby popełnione z konieczności samoobrony, wynikłoby z naturalnego instynktu samozachowawczego.
— Cóż z tego — nie byłbym w stanie tego zrobić.
— A jednak myśli ksiądz o tym nieustannie?
— Bez przerwy, bez przerwy — szepnął Faria.
— I znalazł ksiądz jakiś sposób, aby się stąd wydostać, prawda? — zawołał żywo Dantès.
— Tak, znalazłem, jeżeli postawią na galerii strażnika ślepego i głuchego!
— Będzie głuchy i ślepy — odpowiedział młodzieniec z akcentem takiej stanowczości, że Faria się przeraził.
— Nie, nie! — zawołał. — To niemożliwe!
Dantès chciał podtrzymać rozmowę, ale ksiądz potrząsnął głową i nie odpowiedział.
Tak minęły trzy miesiące.