— Ech, trumny na zamku wcale tyle nie kosztują!
— Może będą mieli dla niego jakieś względy; przecież to osoba duchowna.
— Pewnie, uhonorują go workiem.
Edmund słuchał i nie tracił ani słowa, ale też niewiele rozumiał.
Na koniec głosy umilkły i wydało mu się, że dozorcy wyszli z celi.
Nie wszedł tam jednak: przy zmarłym mógł przecież czuwać któryś z dozorców. Został więc na miejscu milczący, bez ruchu, wstrzymując nawet oddech.
Po godzinie przerwy słaby odgłos zakłócił ciszę i jął narastać.
Powrócił komendant, a z nim przyszedł lekarz i kilku oficerów.
Nastąpiła chwila milczenia; to na pewno lekarz przystąpił do łóżka i oglądał zmarłego.
Wkrótce dały się słyszeć pytania. Lekarz rozpoznał chorobę, która dotknęła starca i oświadczył, że ksiądz nie żyje.