— Przepraszam, ksiądz mówił?... — spytał Caderousse.
— Nie, nic — powstrzymał się ksiądz. — Mów pan dalej.
— Danglars napisał denuncjację lewą ręką, aby nie rozpoznano jego pisma, a Fernand ją wysłał.
— Ależ — wykrzyknął ksiądz — ty także tam byłeś!
— Ja? — zdziwił się Caderousse. — A któż to księdzu powiedział?
Ksiądz spostrzegł się, że zbyt się zagalopował.
— Nikt mi nie powiedział — odrzekł. — Ale skoro tak dobrze znasz wszystkie szczegóły, musiałeś pan chyba być tego świadkiem.
— To prawda — rzekł Caderousse stłumionym głosem. — Ja też tam byłem.
— I nie sprzeciwiłeś się pan tej nikczemności? Jesteś więc ich wspólnikiem.
— Proszę księdza — usprawiedliwił się Caderousse. — Tak dokumentnie mnie spili, żem niemal całkiem stracił przytomność. Wszystko widziałem jak przez mgłę. Próbowałem im coś powiedzieć, sprzeciwić się, ale człowiek w takim stanie nic nie może zrobić... A oni mi powiedzieli, że to tylko niewinny żart, który nie pociągnie za sobą żadnych skutków.