I również zaczął się śmiać, ale półgębkiem — tak, jak się śmieją Anglicy.
— Tym więc sposobem — podjął Anglik, który pierwszy odzyskał zimną krew — zbieg utopił się.
— Raz na zawsze.
— I tym sposobem komendant zamku uwolnił się razem i od szaleńca, i od wariata?
— Właśnie.
— Ale musiano sporządzić jakiś protokół tego wypadku? — zapytał Anglik.
— A tak, akt zejścia. Pojmujesz pan, krewni Dantèsa, jeżeli takich miał, mogliby się chcieć upewnić, czy Dantès umarł czy żyje.
— Teraz więc mogą być spokojni, jeżeli dostali po nim spadek. Umarł na dobre.
— O tak. I akt zejścia może być im wydany, gdy tylko zażądają.
— Amen — zakończył Anglik. — Ale wróćmy do rejestrów.