Czternaście lat zmieniło bardzo tego godnego kupca. Miał trzydzieści sześć lat na początku tej historii, dochodził więc dziś pięćdziesiątki. Posiwiał, czoło poorały mu zmarszczkami troski, spojrzenie, niegdyś tak zdecydowane i stanowcze, było teraz niepewne i pełne wahania: jak gdyby pan Morrel musiał zmuszać się do zatrzymywania wzroku na jednej osobie, a myśli na jakiejś sprawie.
Anglik wpatrywał się weń z ciekawością zmieszaną z widoczną sympatią.
— Chciałeś pan ze mną rozmawiać? — rzekł Morrel, którego przygnębienie zwiększyło się jakby od badawczego spojrzenia.
— Tak, proszę pana. Wiadomo już pewnie panu, w czyim imieniu?
— W imieniu firmy Thomson i French, tak mi przynajmniej powiedział kasjer.
— I powiedział prawdę, łaskawy panie. Firma Thomson i French w ciągu tego i następnego miesiąca ma do wypłacenia we Francji około czterystu tysięcy franków, a znając pańską rzetelność, wykupiła wszystkie weksle, jakie tylko mogła znaleźć z pańskim podpisem i poleciła mi, abym w miarę, jak będą upływać terminy płatności, pobierał gotówkę u pana i dalej ją inwestował.
Morrel westchnął głęboko i otarł dłonią czoło zroszone potem.
— Jesteś więc pan — rzekł mu — posiadaczem weksli z moim podpisem?
— Tak, łaskawy panie, i to na sumę dość znaczną.
— Na jaką? — spytał Morrel, usiłując zachować pewne brzmienie głosu.