— W interesach, kochany panie — rzekł — nie ma przyjaciół, wiesz pan o tym dobrze; są tylko wspólnicy.

— To prawda — szepnął Anglik. — Zostaje więc panu jedna tylko nadzieja?

— Jedyna.

— Ostatnia?

— Ostatnia.

— A jeżeli ta nadzieja pana zawiedzie?

— Będę zgubiony, zgubiony na zawsze.

— Gdym szedł do pana, jakiś statek wpłynął do portu.

— Wiem... Młodzieniec, który został mi wierny w tej biedzie, większą część czasu siedzi na wieżyczce w nadziei, że pierwszy przyniesie mi dobrą nowinę. Powiedział mi o przybyciu tego statku.

— I to nie jest pański statek?