— Ach! Gdyby wasza wielmożność sobie życzył, mógłby sobie naprawdę nieźle zapolować — rzekł doń właściciel łodzi.
— Gdzież to?
— Widzi pan tę wyspę? — rzekł właściciel, wyciągając rękę w kierunku południa i wskazując palcem na stożkowaty skalisty kształt wyłaniający się z fal zabarwionych najpiękniejszym odcieniem indygo.
— Tak, i cóż to za wyspa? — zapytał Franz.
— Wyspa Monte Christo — odpowiedział Livorneńczyk.
— Ale ja nie mam pozwolenia na łowy na tej wyspie.
— Pan hrabia nie potrzebuje pozwolenia, bo to wyspa bezludna.
— Ejże! — zawołał młodzieniec. — Bezludna wyspa na Morzu Śródziemnym, coś takiego!
— E, to bardzo naturalna rzecz. Wyspa ta jest jedną kupą skał, nie ma tam ani jednej piędzi5 ziemi uprawnej.
— Do kogo ta wyspa należy?