— Do Toskanii.

— A jaką zwierzynę można tam spotkać?

— Tysiące kozic.

— Które żywią się kamieniami — zripostował Franz z uśmiechem niedowierzania.

— Nie, żywią się krzewami, mirtami i lentyszkami porastającymi skały.

— Gdzież będę spał?

— W grotach na ziemi albo też rozścielimy panu płaszcz w łodzi. Zresztą, jeśli wasza wielmożność będzie sobie życzył — moglibyśmy trochę zapolować, a potem zaraz odpłynąć; wie pan dobrze, potrafimy żeglować równie dobrze w nocy, jak za dnia.

Jako że Franz miał jeszcze dość czasu do spotkania się z przyjacielem, a o dach nad głową w Rzymie już nie musiał się niepokoić — przyjął propozycję, chcąc sobie wynagrodzić pierwsze niepomyślne polowanie.

Wobec wyrażonej przez Franza zgody marynarze zaczęli cicho naradzać się między sobą.

— No i cóż tam znowu? — zagadnął Franz. — O co jeszcze chodzi? Czyżby to było jednak niemożliwe?