— Ale ci dwaj korsykańscy bandyci... — ciągnął Franz, chcąc ocenić z góry ryzyko.

— Ee, mój Boże! Cóż oni winni, że są bandytami, to wina władz...

— Jak to?

— A tak! Ścigają ich tylko za to, że się komuś dobrali do skóry! Jakby zemsta nie leżała w naturze Korsykanina.

— Co rozumiesz przez dobieranie się do skóry? Zabicie człowieka? — indagował Franz.

— Zabicie wroga — odparł Gaetano — a to zupełnie co innego.

— Ano dobrze, poprośmy więc przemytników i bandytów o gościnę. Ale jesteś pewny, że nas dobrze przyjmą?

— Najpewniejszy.

— Ilu ich jest?

— Pięciu, trzech przemytników i dwóch bandytów.