Jedną ze strzelb przewiesił przez ramię, drugą niósł Gaetano, jeden z marynarzy zaś wziął sztucer14. Z ubioru Franz zakrawał trochę na artystę, a trochę na dandysa, co nie mogło budzić w gospodarzach żadnych podejrzeń, a tym samym żadnej obawy. Przycumowawszy łódkę do brzegu, zajęli się wyszukaniem wygodnego miejsca na spoczynek; ale kierunek, w jakim zmierzali, nie spodobał się strażnikowi, który krzyknął do Gaetana:

— Ale nie tędy, jeśli łaska!

Gaetano zamruczał przepraszająco i nie protestując, poszedł w przeciwną stronę, a dwaj majtkowie zapalili przy ognisku pochodnie, aby oświetlić drogę.

Uszedłszy zaledwie trzydzieści kroków, stanęli na małym tarasie, otoczonym ze wszystkich stron skałami. Wokół w szczelinach wypełnionych ziemią rosło kilka karłowatych dębów i gęste kępy mirtów. Franz zniżył pochodnię i dostrzegł kupkę popiołu; dowodziło to, że nie tylko jemu to miejsce wydało się dobre na obozowisko i że musiało to być zwyczajowe schronienie włóczęgów, co zahaczali o Monte Christo.

Nie obawiał się już, że czeka na nich jakaś niespodzianka; gdy już stanęli na lądzie, gdy przekonał się o przyjacielskim, a przynajmniej obojętnym zachowaniu gospodarzy, jego niepokój rozproszył się całkiem. Skoro zaś doszedł go aromatyczny zapach pieczonego koźlęcia, w miejsce resztek obawy poczuł apetyt.

Zwrócił się więc do Gaetana, napomykając mu o tym i otrzymał odpowiedź, że nic prostszego, niż zabrać się do przygotowania kolacji, bo mają w łodzi chleb, wino i sześć kuropatw, a i ogień przecież nietrudno rozpalić, by je na nim upiec.

— Zresztą, jeżeli pan hrabia — dodał Gaetano — uważa za tak kuszący zapach tego koziołka, możemy ofiarować sąsiadom parę ptaszków w zamian za kawał pieczeni.

— Wybornie, Gaetano, idź do nich! — rzekł Franz. — Urodziłeś się z niezwykłym talentem do pertraktacji.

Tymczasem marynarze narwali wrzosu, ścięli kilka karłowatych dębów, z mirtu zrobili wiązki i rozpalili ogień.

Franz zaś niecierpliwie czekał na rezultat poselstwa, wciągając pożądliwie w nozdrza zapach koźlęcia. Gaetano przyszedł wreszcie, ale jego mina zdradzała mocne zafrasowanie.