— O, pewnie, że tak! I czy to raz! Cóż, kiedy wszystkie nasze poszukiwania schodziły na niczym. Przeszukaliśmy całą grotę i nie znaleźliśmy nawet śladu jakiegoś przejścia. Bo też i mówią, że tam brama do podziemi nie otwiera się za pomocą klucza, ale zaklęcia.

— O, zdecydowanie — mruknął Franz — wplątałem się w jakąś historię z Tysiąca i Jednej Nocy.

— Ekscelencja oczekuje pana — odezwał się jakiś głos za plecami Franza; był to strażnik. Przyszedł w towarzystwie dwóch ludzi z załogi jachtu.

Franz w miejsce odpowiedzi wyciągnął z kieszeni chustkę i podał ją strażnikowi.

Bez słowa zawiązali mu oczy, ze starannością, która świadczyła o ich obawie, by nie popełnił jednak jakiejś niedyskrecji; po czym poprosili, by przysiągł, że nie będzie próbował ściągnąć opaski.

Przysiągł.

Wtedy dwaj marynarze ujęli go pod ręce i ruszyli, prowadząc go między sobą, a strażnik szedł na przedzie.

Po trzydziestu krokach Franz poczuł, po coraz intensywniejszym zapachu koźlęcia, że przechodzili koło ogniska; następnie zrobili jeszcze z pięćdziesiąt kroków, posuwając się najwidoczniej tam, gdzie zabroniono zaglądać Gaetanowi — teraz ów zakaz stał się zrozumiały. Niebawem Franz wywnioskował ze zmiany powietrza, że schodzili do podziemia; po kilku jeszcze krokach usłyszał trzask i wydało mu się, że powietrze znów ulega zmianie, że staje się ciepłe i wonne; na koniec uczuł, że stopy zanurzają mu się w grubym, puszystym dywanie; przewodnicy nagle go puścili. Na chwilę zapadła cisza, po czym ktoś nagle odezwał się francuszczyzną dobrą, choć z obcym akcentem:

— Witam pana u siebie, może pan zdjąć chustkę.

Jak sobie wyobrażamy, Franz nie dał się długo namawiać; zdjął opaskę — i znalazł się oko w oko z mężczyzną, który mógł mieć trzydzieści osiem do czterdziestu lat, noszącym się po tunezyjsku: miał na sobie fez16 z długą frędzlą z błękitnego jedwabiu, czarny kaftan zahaftowany złotem, szerokie purpurowe szarawary17, pantalony tejże barwy haftowane złotem tak jak i kaftan, i żółte safianowe pantofle; talię ściskał mu wspaniały kaszmirowy pas, a za nim tkwił zakrzywiony, niewielki, ale ostry kindżał18.