— No i co — rzekł Carlini, powstając i podchodząc do trupa z ręką wspartą na kolbie pistoletu. — Czy któryś jeszcze będzie śmiał zaprzeczać mi praw do tej kobiety?

— Nie — rzekł herszt — jest twoja.

Wówczas Carlini wziął ją na ręce i wyniósł poza krąg światła, kreślony przez ognisko.

Cucumetto porozstawiał, jak zwykle, czaty i bandyci pootulani w płaszcze pokładli się przy ognisku.

O północy strażnik wszczął alarm i w jednej chwili banda znalazła się na nogach.

Był to ojciec Rity; przyniósł okup za córkę.

— Masz tu trzysta piastrów — rzekł do Cucumetta, podając sakwę z pieniędzmi — i oddaj mi dziecko.

Ale herszt nie wziął od niego pieniędzy — i skinął na starca, by szedł za nim.

Stary poszedł i obaj znikli wśród drzew, przez których gałęzie przesączał się blask księżyca. Wreszcie Cucumetto zatrzymał się, wyciągnął rękę i pokazał staremu dwie postaci u stóp drzewa.

— Carliniego pytaj o córkę — rzekł — on ci zda sprawę.