Domyślili się z łatwością, że uciekający był bandytą; ale pomiędzy chłopami i bandytami rzymskimi istnieje coś w rodzaju wrodzonej sympatii, tak że jeden jest zawsze gotów pospieszyć na pomoc drugiemu.
Nie mówiąc ni słowa, Vampa podbiegł co prędzej do głazu maskującego otwór do groty im tylko znanej, odwalił go, wskazał zbiegowi, by się tam schronił, zawalił za nim kamień i siadł obok Teresy.
W tejże chwili z lasu wypadło czterech konnych karabinierów; trzech wypatrywało zbiega, czwarty prowadził schwytanego bandytę za sznurek, który uwiązał mu do szyi.
Trzej karabinierzy ogarnęli okolice jednym rzutem oka, a spostrzegłszy dwoje młodych ludzi, przygalopowali do nich i jęli wypytywać.
Vampa i Teresa nie widzieli nikogo.
— A, to szkoda — rzekł sierżant — bo szukamy właśnie samego herszta.
— Cucumetta? — zawołali Vampa i Teresa, nie panując nad sobą.
— A tak — odpowiedział sierżant. — Za jego głowę wyznaczono tysiąc rzymskich talarów, otrzymalibyście pięćset, gdybyście nam pomogli go ująć.
Młodzi spojrzeli po sobie. Sierżantowi przemknęła przez myśl nadzieja.
Pięćset talarów rzymskich to trzy tysiące franków, a trzy tysiące franków to majątek dla biednych sierot, szczególnie gdy mają się pobrać.