Nagle dziesięć kroków przed nimi jakiś człowiek oderwał się od drzewa, za którym czatował i wziął Vampę na cel, wołając:
— Ani kroku dalej, bo zginiesz!
— No, no, spokojnie — zawołał Vampa, machnąwszy z pogardą ręką, gdy tymczasem Teresa, nie ukrywając już strachu, przytuliła się do niego. — Czyż wilki pożerają się nawzajem?
— Kim jesteś? — zapytał strażnik.
— Luigi Vampa, pasterz z majątku hrabiego San-Felice.
— Czego tu chcesz?
— Chcę pomówić z twoimi towarzyszami, którzy są na polanie Rocca Bianca.
— No to idź za mną — rzekł strażnik — albo raczej, kiedy znasz drogę, idź przodem.
Vampa uśmiechnął się pogardliwie na tę przezorność bandyty, przeszedł z Teresą naprzód i ruszył dalej tym samym jak dotąd śmiałym i spokojnym krokiem.
Po pięciu minutach bandyta dał znak, aby się zatrzymali; zakrakał trzy razy; na ten trzykrotny apel odpowiedziano mu podobnym krakaniem.