— W porządku — rzekł bandyta — możecie iść dalej.

Luigi i Teresa ruszyli naprzód.

Im dalej się posuwali, tym mocniej Teresa tuliła się, drżąc, do Luigiego; bo w istocie między pniami drzew dostrzec można było lśnienie sztyletów i luf strzelb.

Polana Rocca Bianca zajmowała wierch niezbyt wyniosłego wzgórza, które niegdyś musiało być wulkanem, który wygasł, nim jeszcze Romulus i Remus opuścili Albę i założyli Rzym.

Na szczycie Teresa i Luigi stanęli oko w oko z dwudziestoma bandytami.

— Ten chłopak was szukał. Chce z wami mówić — rzekł strażnik.

— I cóż on nam chce powiedzieć? — zapytał bandyta, który pod nieobecność wodza pełnił jego funkcje.

— Chcę wam powiedzieć, że znudziło mnie rzemiosło pasterza — rzekł Vampa.

— Aha, rozumiem — rzekł dowódca — chcesz do nas przystąpić?

— Witaj nam! — zawołano z wielu stron: to poznali Vampę bandyci z Ferrusino, Pampinary i Anagni.