— Przestraszyła się? A kogo? Tego eleganckiego człowieka, który siedział naprzeciwko nas z tą śliczną Greczynką? Chciałem zresztą sprawdzić, czy mieliście jakieś powody do takich myśli i umyślnie natknąłem się na nich w korytarzu. Nie wiem, ki diabeł podszepnął wam takie pomysły o pozagrobowym świecie! To wyjątkowo piękny mężczyzna, nosi się wykwintnie; widać, że ubiera się we Francji, u Blina albo Humanna; prawda, że trochę blady, ale wiesz przecież, że blada cera to znak dystynkcji.

Franz uśmiechnął się: Albert miał wielkie mniemanie o swojej jasnej płci.

— I dlatego jestem przekonany, że to, co myśli o nim hrabina, nie ma zbytniego sensu — rzekł Franz. — A mówił coś, gdy się mijaliście?

— Mówił, ale to było po nowogrecku. Poznałem ten język po paru zdeformowanych słowach. Musisz wiedzieć, mój drogi, że w gimnazjum byłem bardzo dobry z greki.

— Więc mówił po nowogrecku?

— Tak mi się zdaje.

— Nie ma wątpliwości — szepnął Franz. — To on.

— Co mówisz?

— E, nic. A co ty tutaj porabiałeś?

— Przygotowywałem ci niespodziankę.