— Owszem, panie hrabio; ale jeżeli pyta mnie pan o to, abym się wystarał o okno, to bierze się pan do tego za późno.

— O nie, bynajmniej — odparł Franz. — Zresztą, gdybym naprawdę koniecznie chciał obejrzeć to widowisko, znalazłbym pewnie miejsce na Monte Piccio.

— O, nie przypuszczam, aby ekscelencja chciał się mieszać z całym tym pospólstwem, które obsiądzie wzgórze, bo to dla nich jakby naturalny amfiteatr.

— Raczej tam nie pójdę — rzekł Franz. — Ale chciałbym jednak poznać szczegóły.

— Jakież na przykład?

— Chciałbym wiedzieć, ilu jest skazanych, jak się nazywają i jaki rodzaj kary poniosą.

— Wybornie się składa, ekscelencjo! Właśnie przynieśli mi tavolette.

— Cóż to, te tavolette?

— To drewniane tabliczki, które przybijają na rogach ulic w przeddzień egzekucji; wypisuje się na nich nazwiska skazanych, przyczynę wyroku i rodzaj tortury. Ma to zachęcić wiernych, by błagali Boga o szczerą skruchę u skazańców.

— Więc przynoszą panu takie tavolette, byś przyłączył się do modłów innych wiernych? — zapytał powątpiewającym tonem Franz.