Franz nie był nadal w stanie wykrztusić z siebie choć jednego słowa; nie powziął też jeszcze żadnej decyzji; a jako że hrabia nie okazywał w niczym, że rozpoznaje Franza, ani nie zdradzał najmniejszej chęci, by młodzieniec sam mu się przypomniał, Franz nie wiedział, czy ma napomknąć choćby słowem o przeszłych zdarzeniach, czy też pozwolić, by sam czas dostarczył mu nowych dowodów. Choć bowiem był pewien, że to hrabia znajdował się wczoraj w loży, nie mógł z równym przekonaniem twierdzić, że to również jego widział w Koloseum; postanowił tedy zdać się na bieg wypadków, nie czyniąc przed hrabią żadnych bezpośrednich aluzji do przeszłości.
Zresztą Franz miał nad nim tę przewagę, że znał jego tajemnicę — podczas gdy hrabia nie mógł nic uczynić przeciw Franzowi, gdyż nie miał on nic do ukrycia.
Postanowił jednak tak poprowadzić rozmowę, by wyjaśniła mu niektóre wątpliwości.
— Panie hrabio — rzekł — ofiarował nam pan swój powóz i miejsce w oknach pałacu Rospolich; czy nie mógłbyś nam jeszcze powiedzieć, jak moglibyśmy dostać jakieś miejsce na Placu de Popolo?
— A tak, prawda — rzekł hrabia z roztargnieniem, przyglądając się wyjątkowo uważnie Albertowi. — Ma się tam dziś chyba odbyć jakaś egzekucja?...
— Tak — odpowiedział Franz, widząc, że hrabia sam zmierza w kierunku, na jaki chciał go naprowadzić.
— Chwileczkę, chwileczkę, zdaje mi się, żem wczoraj kazał intendentowi, by się i tym zajął, być może będę mógł panom wyświadczyć i tę małą przysługę.
Wyciągnął rękę po sznur od dzwonka i trzykrotnie zadzwonił.
Wszedł człowiek liczący około pięćdziesięciu lat, który był podobny jak kropla wody do przemytnika, który wprowadzał Franza do groty; jednakowoż nie okazał najmniejszym gestem, że rozpoznawał Franza. Franz pojął, że hrabia wydał odpowiednie zalecenia.
— Panie Bertuccio — rzekł hrabia. — Czy pomyślałeś o wynajęciu, jak ci wczoraj nakazałem, okna na placu del Popolo?