— Tak, ekscelencjo — odpowiedział intendent — ale już było późno...

— Jak to? — rzekł hrabia, marszcząc brwi. — Czyż nie powiedziałem ci, że życzę sobie je mieć?

— I ekscelencja je ma, udało mi się zdobyć to, które wcześniej wynajęto dla księcia Łobaniewa. Ale musiałem za to zapłacić sto...

— Dobrze, dobrze, panie Bertuccio; proszę nam oszczędzić tych wszystkich szczegółów; zdobył pan okno, to wszystko, czego mi było trzeba. Daj adres stangretowi i poczekaj na nas na schodach, by nas tam zawieźć. To wszystko, może pan odejść.

Intendent ukłonił się i uczynił krok w tył.

— Ale, ale — zawołał hrabia. — Proszę jeszcze spytać Pastriniego, czy dostał już tavolettę i czy mógłby mi przysłać program egzekucji.

— To niepotrzebne — odezwał się Franz, wyciągając z kieszeni notatnik. — Obejrzałem sobie te tabliczki i przepisałem, co na nich stało.

— Znakomicie, w takim razie możesz, mój Bertuccio, odejść, nie potrzebuję cię. Daj nam tylko znać, gdy śniadanie będzie podane. Czy panowie — zwrócił się do dwóch przyjaciół — zechcą uczynić mi ten zaszczyt i zostaną u mnie na śniadaniu?

— Ależ, doprawdy, panie hrabio — rzekł Albert — nie chcielibyśmy nadużywać pańskiej grzeczności...

— Przeciwnie, panowie zrobicie mi prawdziwą przyjemność, a kiedyś któryś z panów zrewanżuje mi się u siebie w Paryżu, a może nawet obaj? Panie Bertuccio, każ położyć trzy nakrycia.