— Kiedyż to?
— Wczoraj wieczór; kiedyśmy się z panią rozstali.
— Za czyimże pośrednictwem?
— Mój Boże! Pośrednik był doprawdy prozaiczny — właściciel naszego hotelu.
— To i on mieszka w Hotelu Londyńskim, tam, gdzie panowie?
— Nie tylko w tym samym hotelu, ale nawet na tym samym piętrze.
— A jakże się nazywa? Bo przecież musicie znać jego nazwisko!
— I owszem, hrabia de Monte Christo.
— Cóż to za nazwisko? Bo chyba nie rodowe.
— Nie. To nazwa wyspy, którą kupił.