— Zapewne; mógłbym równie dobrze próbować zatrzymać w biegu konia, który wygrał dzisiaj gonitwę — odparł Franz. — A zresztą, cóż mu się może stać?

— Kto wie, noc ciemna choć oko wykol, a Tyber niedaleko od via Macello.

Franza przebiegł zimny dreszcz: to, co mówili książę i hrabina aż nazbyt wtórowało jego własnemu niepokojowi.

— Dlatego właśnie powiedziałem w hotelu, że będę miał zaszczyt spędzić noc u księcia — rzekł Franz — i mają mi natychmiast dać znać, gdy Albert wróci.

— I oto zdaje mi się — zauważył książę — że mój lokaj pana szuka.

W rzeczy samej, służący, spostrzegłszy Franza, zbliżył się do niego.

— Jaśnie panie — rzekł. — Właściciel hotelu prosił zawiadomić pana, że czeka tam na pana jakiś człowiek z listem od hrabiego Morcerf.

— Z listem od hrabiego? — zawołał Franz.

— Tak.

— Cóż to za człowiek?