Luigi Vampa

Ten drugi podpis wyjaśnił Franzowi wszystko — i zrozumiał też, czemu posłaniec wzbraniał się wejść z nim do hotelu; ulica wydawała mu się bezpieczniejsza niż pokój Franza.

Albert wpadł w ręce słynnego herszta bandytów, w którego istnienie tak długo nie chciał wierzyć.

Nie było czasu do stracenia. Franz podbiegł do sekretarzyka, otworzył go, we wskazanej szufladzie znalazł pugilares, a w pugilaresie list kredytowy na sześć tysięcy piastrów; ale Albert z tych sześciu tysięcy wydał już trzy. Franz nie miał ze sobą listów; mieszkał stale we Florencji i przybył do Rzymu tylko na kilka dni, więc zabrał ze sobą tylko sto ludwików — a z tych stu zostało mu już nie więcej niż pięćdziesiąt.

Brakowało zatem blisko osiemset piastrów do całkowitej sumy. Franz mógł wprawdzie w podobnym wypadku liczyć na grzeczność panów Torlonia; już się więc wybierał z powrotem do pałacu Bracciano, gdy nagle w głowie zajaśniała mu pewna myśl.

Przypomniał sobie hrabiego de Monte Christo.

Już miał posłać po pana Pastriniego, gdy hotelarz sam pojawił się w drzwiach.

— Drogi panie Pastrini! — zapytał żywo. — Jak pan sądzi, czy hrabia jest u siebie?

— Jest, ekscelencjo, tylko co powrócił.

— A zdążył się już położyć?