— Do diabła! — zawołał hrabia. — Osądź pan sam, postscriptum wydaje się jasne.
— Zdaje mi się, że gdyby raczył pan zastanowić się przez chwilę, to znalazłbyś inny sposób, który znacznie ułatwiłby nam negocjacje — odrzekł Franz.
— Jaki mianowicie? — zdumiał się hrabia.
— Na przykład, gdybyśmy się udali razem do Luigiego Vampy, jestem pewien, że nie odmówiłby panu i uwolnił Alberta.
— Mnie? A jakiż mogę mieć wpływ na tego bandytę?
— Czyż nie wyświadczył mu pan przysługi, takiej, której nie da się zapomnieć?
— Jakiejże?
— Czyż nie ocalił pan Peppina?
— O, o! A któż to panu powiedział?
— Cóż to pana obchodzi? Wystarczy, że wiem.