— A! — zawołał hrabia. — Nie zapomniałeś jeszcze, żem ci ocalił życie? To dziwne, przecież minął już tydzień.
— O nie, jaśnie panie, i nigdy tego nie zapomnę — odparł Peppino, a w jego głosie zabrzmiał akcent głębokiej wdzięczności.
— Nigdy, to bardzo długo! Ale to wiele znaczy, że tak sądzisz. Teraz wstań i odpowiadaj.
Peppino rzucił niespokojne spojrzenie na Franza.
— O, możesz mówić przy tym panu, to jeden z moich przyjaciół. Pozwolisz pan, abym go tak nazywał — hrabia zwrócił się do Franza po francusku — to potrzebne, by obudzić zaufanie w tym człowieku.
— Możesz pan mówić przy mnie — podjął Franz. — Jestem przyjacielem hrabiego.
— Zgoda — rzekł Peppino, zwracając się do hrabiego. — Niech ekscelencja raczy pytać, a ja będę odpowiadał.
— Jakim sposobem hrabia Albert wpadł w ręce Luigiego?
— Jaśnie panie, powóz Francuza wielokrotnie mijał się z kolaską Teresy.
— Kochanki waszego wodza?