— Tak.
— Musimy wiedzieć, gdzie mniej więcej mamy jechać; zawołam go.
— Zbyteczne. Nie chciał wejść.
— Do pana może, ale mnie nie będzie robił trudności.
Hrabia podszedł do okna, które wychodziło na ulicę, i gwizdnął w szczególny sposób.
Człowiek w pelerynie oderwał się od ściany i stanął na środku ulicy.
— Salite! — zawołał hrabia takim tonem, jakby wydawał rozkaz słudze.
Posłaniec posłuchał natychmiast, bez najmniejszego wahania, a nawet z pośpiechem i przeskakując cztery stopnie podestu wbiegł do hotelu. Pięć sekund później stanął u drzwi gabinetu.
— A, to ty, Peppino — zdziwił się hrabia.
Lecz Peppino w miejsce odpowiedzi rzucił się na kolana, pochwycił dłoń hrabiego i okrył ją pocałunkami.