— Mamy iść dalej — zapytał Franz hrabiego — czy trzeba się zatrzymać?
— Chodźmy; Peppino musiał uprzedzić wartownika o naszym przybyciu.
Istotnie, jednym z tych ludzi był Peppino, a drugim bandyta postawiony na straży.
Franz i hrabia podeszli do nich; bandyta ukłonił się.
— Ekscelencja raczy iść za mną — rzekł Peppino do hrabiego — otwór do katakumb jest o dwa kroki.
— Dobrze — rzekł hrabia. — Idź przodem.
Rzeczywiście, za gęstwiną krzaków, pomiędzy skałami, widać było otwór, przez który człowiek mógł się od biedy prześliznąć. Peppino pierwszy wcisnął się w rozpadlinę, lecz zaledwie uszedł kilka kroków, gdy podziemne przejście się rozszerzyło. Zatrzymał się tu, zapalił pochodnię i odwrócił się, by zobaczyć, czy hrabia i Franz idą za nim.
Hrabia pierwszy wsunął się w ten szczególny dymnik, a Franz za nim.
Przejście łagodnie opadało i w miarę, jak się posuwali, coraz bardziej się rozszerzało; na razie jednak Franz i hrabia musieli iść pochyleni, jeden za drugim. Tak przeszli ze sto pięćdziesiąt kroków, aż zatrzymał ich głos:
— Kto idzie!