— Bardzo pan jesteś dla mnie łaskaw, ale wiem dobrze, że posiadam tylko tę zaletę, że mógłbym konkurować jako milioner z panem Aguado lub panem Rotszyldem, a przecież nie jechałbym do Paryża, aby grać na giełdzie — i właśnie ta drobna okoliczność mnie powstrzymywała. A teraz podjąłem decyzję dzięki pańskiej propozycji. I cóż, podejmie się pan, panie de Morcerf — (hrabia zaakcentował te słowa osobliwym uśmiechem) — podejmie się pan, gdy przyjadę do Francji, otworzyć przede mną podwoje tego świata, gdzie będę tak obcy jak Huron albo mieszkaniec Kochinchiny?
— O, panie hrabio, z największą rozkoszą, z najszczerszego serca! A tym chętniej się do tego przyczynię (Franz, kochaneczku, nie naśmiewaj się tak ze mnie!), że właśnie wzywają mnie do Paryża. Dziś rano otrzymałem list, który dotyczy aliansu, jaki mam zawrzeć z nader przyjemnym domem, świetnie ustosunkowanym w świecie paryskim.
— Aliansu małżeńskiego? — rzekł Franz z uśmiechem.
— O, mój Boże, naturalnie! Tym sposobem, kiedy przybędziesz pan do Paryża, zastaniesz mnie już jako człowieka poważnego, a może ojca rodziny. To się świetnie zgodzi z moją wrodzoną powagą, nieprawdaż? W każdym razie powtarzam, panie hrabio, że ja i moi najbliżsi będziemy oddani panu ciałem i duszą.
— Przyjmuję, bo przysięgam panu, że brakowało mi tylko tej okazji, by doprowadzić do skutku projekty, nad którymi rozmyślam już od dawna.
Franz nie wątpił ani przez chwilę, że są to projekty, o których hrabia napomknął mu mimowolnie w grocie na Monte Christo; i patrzył na hrabiego, gdy ten mówił, usiłując wybadać w jego fizjonomii, co go tak naprawdę wiedzie do Paryża — ale trudno było wniknąć w duszę tego człowieka, zwłaszcza że osłaniał ją zawsze uśmiechem.
— Ale, doprawdy, panie hrabio — odezwał się znów Albert, uradowany, że będzie wprowadzał na salony takiego człowieka jak Monte Christo — czy to aby nie jeden z tych ulotnych projektów, jakich się tysiące tworzy w podróży, projekty budowane na piasku, co ulatują z lada powiewem wiatru?
— O nie, na honor. Pragnę pojechać do Paryża, a nawet muszę to zrobić.
— A kiedy?
— A kiedy pan sam tam wrócisz?