— Ja? Hm, za dwa lub najpóźniej trzy tygodnie. Tyle trzeba na przejazd.

— A więc daję panu trzy miesiące. Widzi pan, że daję panu czasu z okładem.

— I za trzy miesiące — wykrzyknął z radością Albert — zastukasz pan do moich drzwi?

— Chce pan, byśmy się umówili dokładnie, na dzień i godzinę? — spytał hrabia. — Uprzedzam, że jestem straszliwie punktualny.

— Na dzień i godzinę? — powtórzył Albert. — To cudownie, zgadzam się!

— A więc dobrze — i hrabia sięgnął po kalendarz zawieszony obok zwierciadła. — Mamy dzisiaj — rzekł — dwudziesty pierwszy lutego — tu wyciągnął zegarek — jest wpół do jedenastej. Jeśli pan łaskaw, proszę mnie oczekiwać dwudziestego pierwszego maja o wpół do jedenastej?

— Z rozkoszą! Śniadanie będzie gotowe.

— A mieszkasz pan...

— Przy ulicy Helderskiej nr 27.

— Mieszka pan sam, po kawalersku? Nie chciałbym pana narażać na nieprzyjemności.