— To on — rzekł Caderousse do Danglarsa, który nie spuszczał z oka Katalończyka.

— Nie sądzę — odpowiedział Danglars. — On zbyt głupi na takie rzeczy. W każdym razie, niech cios spadnie na tego, co go sprowadził.

— A o tym, co był doradcą, nic nie powiesz? — spytał Caderousse.

— Och, na litość Boską! — rzekł Danglars. — Gdybyśmy byli odpowiedzialni za każde słowo, które rzucamy na wiatr...

— Tak, zwłaszcza gdy słówko to powróci i uderzy obuchem.

Tymczasem całe towarzystwo roztrząsało zdarzenie z różnych stron.

— A pan, panie Danglars, co myślisz o tym wypadku? — ozwał się ktoś.

— Mnie się zdaje — rzekł Danglars — że musiał pewnie sprowadzić parę paczek kontrabandy.

— Gdyby tak było, musiałbyś pan o tym wiedzieć, jako agent kasowy.

— Prawda, ale powinniście państwo wiedzieć, że agent kasowy wie tylko o tym, co mu deklarują. Wiem tylko, że mamy wielki ładunek bawełny, żeśmy go wzięli od pana Pastreta w Aleksandrii, a w Smyrnie od pana Pascala, o więcej nie pytajcie.