— Och, panie Morrel! — zawołała gwałtownie Mercedes. — On jest niewinny!
— I ja tak myślę, ale go oskarżają...
— O co? — zapytał stary Dantès.
— Że jest agentem bonapartystów.
Czytelnicy, którzy przeżyli czasy, w których rozgrywa się nasza historia, przypomną sobie zapewne, jak okropnym oskarżeniem były wówczas takie słowa. Mercedes wydała tylko krzyk bolesny, a starzec upadł na krzesło.
— Aha! — szepnął Caderousse. — Oszukał mnie pan, panie Danglars, żart wasz nie był wcale tylko żartem. Ale ja nie pozwolę, aby ten starzec i to dziewczę umarli z rozpaczy, i wszystko im powiem.
— Milcz, nieszczęsny! — zawołał Danglars, chwytając Caderousse’a za rękę — albo drogo za to zapłacisz. A któż ci powiedział, że Dantès nie jest rzeczywiście winny? Statek zawinął na Elbę, Edmund wysiadł i bawił cały dzień w Portoferraio. Jeśli znaleziono przy nim jakiś kompromitujący list, wszyscy ci, co go zechcą bronić, zostaną posądzeni o wspólnictwo.
Instynktem egoisty Caderousse pojął natychmiast, jak prawdziwe było to rozumowanie. Spojrzał na Danglarsa oczyma, które wyrażały strach i rozpacz i jak poprzednio postąpił krok naprzód, tak teraz cofnął się o dwa.
— A więc poczekajmy — wyjąkał obrońca Dantèsa.
— Naturalnie, poczekajmy jeszcze — powtórzył Danglars. — Jeśli jest niewinny, wypuszczą go na wolność, jeśli zaś winny, po cóż byśmy się dla niego narażali.