— Na Przedmieściu Saint Germain — rzekł Château-Renaud. — Znajdzie się tam dla pana uroczy pałacyk z dziedzińcem i ogrodem.
— E, Château-Renaud — rzekł Debray — dla ciebie nie istnieje nic poza twoim smutnym i ponurym Saint Germain; niech go pan hrabia nie słucha, najlepiej zamieszkać na Chaussée d’Antin; to jest prawdziwe centrum Paryża.
— Koniecznie bulwar Opery — mówił Beauchamp — pierwsze piętro, dom z balkonem; pan hrabia każe sobie wynieść na balkon poduszki haftowane srebrem; ćmiąc fajkę i połykając swoje pigułki zobaczy całą stolicę, która przedefiluje przed jego oczyma.
— A panu, Morrel, nic nie przychodzi na myśl — rzekł Château-Renaud — że nic nie proponujesz?
— Oczywiście, że tak — odpowiedział z uśmiechem. — Mam jeden pomysł, lecz sądziłem, że pan hrabia da się skusić jednemu z tych wspaniałych projektów, jakie mu panowie przedstawili. Że zaś dotąd nic nie odpowiedział, sądzę, że mogę mu zaproponować mieszkanie w pałacyku w stylu Pompadour — jest urokliwy. Znajduje się na ulicy Meslay, rok temu wynajęła go moja siostra.
— A więc masz pan siostrę? — zapytał Monte Christo.
— Tak, panie hrabio, to wspaniała kobieta.
— Zamężna?
— Od prawie dziewięciu lat.
— Szczęśliwa? — zagadnął znowu hrabia.