— Ja? Nie, nie. Ale widzisz, zapach róż, tuberoz i kwiatów pomarańczowych jest tak silny w początkach upałów, do których nie jesteśmy przyzwyczajeni...

— Więc, mamo — rzekł Albert, wyciągając rękę do dzwonka — trzeba wynieść je wszystkie do przedpokoju. Przecież ty się naprawdę nie czujesz najlepiej; już wtedy, gdy wchodziłaś do salonu, byłaś bardzo blada.

— Mówisz, że byłam blada?

— Z tą bladością jest ci bardzo do twarzy, moja mamo; jednak i mnie, i ojca to bardzo przeraziło.

— Ojciec ci o tym mówił? — zapytała żywo hrabina.

— Nie, powiedział to wprost mamie. Nie pamiętasz?

— Nie.

Wszedł służący, którego przywołał dźwięk dzwonka.

— Wynieś te kwiaty do przedpokoju albo do gotowalni — rzekł Albert. — Szkodzą pani hrabinie.

Służący wziął się do pracy. Podczas tej krzątaniny w pokoju panowało milczenie.