— Ojciec zachował się doskonale — przerwał Albert. — Powiem więcej: wydało mi się, że go bardzo ujęły komplementy, niezwykle zręczne, które hrabia mu podrzucił tak zgrabnie, a jednocześnie trafnie, jakby go znał od trzydziestu lat. Każda z tych pochwalnych strzałek bardzo przyjemnie połechtała papę — roześmiał się Albert — do tego stopnia, że rozstali się jak najlepsi przyjaciele. A papa chciał go nawet zaprowadzić do Izby, żeby się popisać przed nim swoją mową.
Hrabina nie odpowiedziała ani słowa; była tak głęboko zatopiona w myślach, że z wolna zamknęły jej się oczy.
Młodzieniec stał przed nią i patrzył na nią z ową synowską miłością, o tyle tkliwszą i serdeczniejszą, jeśli matka jest młoda i wciąż piękna. Spostrzegłszy, że przymknęła powieki i pogrążyła się w słodkim odrętwieniu, przez chwilę przysłuchiwał się jej oddechowi, a sądząc, że zasnęła, oddalił się lekko na palcach, ostrożnie zamykając za sobą drzwi.
— To diabeł, nie człowiek — mruczał sam do siebie, potrząsając głową. — Przepowiedziałem mu, że wywoła tu sensację; a właśnie widzę tego efekt na niezawodnym termometrze. Zauważyła go matka, a więc musi być naprawdę godzien uwagi.
Zszedł do stajni, nie bez skrywanej irytacji, że Monte Christo, nawet o tym nie myśląc, położył rękę na zaprzęgu, który odeśle jego gniadosze w oczach znawców na miejsce nr 2.
— Stanowczo — rzekł — ludzie nie są sobie równi. Muszę poprosić ojca, aby rozwinął tę tezę przed Wysoką Izbą.
41. Bertuccio
Hrabia przyjechał tymczasem do domu; zajęło mu to sześć minut. Tych sześć minut wystarczyło, by przyuważyło go ze dwudziestu złotych młodzieńców znających dobrze cenę zaprzęgu, którego sami nie byli w stanie kupić, i spięło konie w galop, aby zerknąć na magnata, który sobie sprawiał konie po dziesięć tysięcy franków sztuka.
Ali wybrał na miejską rezydencję hrabiego Monte Christo dom położony po prawej stronie u końca Pól Elizejskich, z dziedzińcem i ogrodem; gęste drzewa wznoszące się pośrodku dziedzińca zakrywały część fasady; kępę drzew ujmowały niczym ramiona dwie alejki, którymi powozy mogły zajeżdżać od okratowanej bramy przed sam ganek o podwójnych schodach; na każdym stopniu stał porcelanowy wazon z kwiatami.
Dom stał samotnie; miał oprócz wejścia głównego jeszcze inne, wychodzące na ulicę Ponthieu.