Monte Christo oddał rękawiczki, cylinder i laskę lokajowi francuskiemu, temu samemu, który wybiegł z antyszambrów u Morcefów, aby przywołać powóz; następnie poszedł do saloniku — drogę wskazywał mu Bertuccio.
— Nie najładniejsze te marmury w przedpokoju — rzekł Monte Christo. — Spodziewam się, że je stąd usuniecie.
Bertuccio skłonił się.
Jak uprzedził intendent, notariusz czekał w saloniku.
Miał poczciwą fizjonomię podrzędnego urzędnika, któremu udało się zdobyć rzecz nieosiągalną — stanowisko notariusza na przedmieściu.
— To pan jesteś notariuszem, który w imieniu właścicieli ma sprzedać dom, który chciałbym kupić? — spytał Monte Christo.
— Tak, panie hrabio — odrzekł notariusz.
— Czy akt sprzedaży już gotów?
— Gotowy, panie hrabio.
— Przyniósł go pan?