— A gdzież to? — zapytał Monte Christo.
— Dwa kroki stąd, panie hrabio. Zaraz za Passy, cudowne położenie, w samym środku Lasku Bulońskiego.
— Tak blisko? Ależ to nie na wsi? Panie Bertuccio, jak mogłeś, u diabła, wybrać mi dom tuż przy rogatkach Paryża?
— Ja? — zawołał intendent z osobliwym pośpiechem. — O, to na pewno nie mnie pan hrabia polecił wyszukanie tego domu; niech pan hrabia raczy sobie przypomnieć, poszperać w pamięci...
— A, prawda — rzekł Monte Christo — przypominam sobie teraz! Przeczytałem ogłoszenie w jakimś dzienniku i dałem się zwieść kłamliwemu tytułowi „Dom wiejski”.
— Jeszcze czas — wtrącił spiesznie Bertuccio. — Jeżeli pan hrabia raczy mi zlecić, bym poszukał gdzie indziej, znajdę na pewno, co tylko będzie najlepszego w Enghien, Fontenay-aux-Roses czy w Bellevue.
— E, nie trzeba — rzekł niefrasobliwie Monte Christo. — Skoro już znaleźliśmy ten dom, niech tak zostanie.
— I pan hrabia ma słuszność — wtrącił skwapliwie notariusz, z obawy, by nie stracić honorarium. — To prześliczna posiadłość: strumyki, gęste zagajniki, mieszkanie wygodne, chociaż od dawna opuszczone; nie mówiąc już o meblach, które są wprawdzie stare, ale mają pewną wartość, szczególnie dziś, kiedy wszyscy szukają staroci. Ale przepraszam, pan hrabia chyba gustuje w dzisiejszej epoce.
— Ależ proszę mówić dalej, nie szkodzi. A więc jest przyzwoity?
— Panie hrabio, przyzwoity? Wspaniały!