Przez chwilę szperał, aby w końcu zatrzymać się nad karteluszkiem z jakimiś notatkami; porównał je z aktem sprzedaży złożonym na stole, i zbierając wspomnienia, rzekł sam do siebie:
— Auteuil, ulica de la Fontaine 28; to właśnie to. A teraz, czy mam wyrwać wyznanie, odwołując się do obaw religijnych, czy do środków bardziej świeckich? W każdym razie za godzinę będę wiedział wszystko. Bertuccio! — zawołał, uderzając młoteczkiem o giętkiej rączce w dzwonek, który wydał dźwięk ostry i przeciągły, podobny do brzmienia tam-tamu. — Bertuccio!
Intendent stanął w drzwiach.
— Panie Bertuccio — rzekł hrabia — czy nie mówiłeś mi kiedyś, żeś dużo podróżował po Francji.
— Tak, ekscelencjo, zwiedziłem niektóre prowincje Francji.
— A więc na pewno znasz też i okolice Paryża?
— Nie, panie hrabio, nie — odparł intendent i wstrząsnął nim nerwowy dreszcz, który Monte Christo, znawca ludzkich emocji, odczytał jako wyraz żywego zaniepokojenia.
— O, to szkoda — rzekł — żeś nigdy nie był w okolicach Paryża, bo chciałbym jeszcze dziś wieczorem zwiedzić moją nową posiadłość; a mógłbyś mi więc po drodze udzielić paru użytecznych objaśnień.
— Do Auteuil! — zawołał Bertuccio, a jego oliwkowa twarz powlekła się trupią bladością. — Ja mam jechać do Auteuil?
— A cóż w tym dziwnego, że masz pan jechać ze mną do Auteuil? Kiedy tam zamieszkam, i pan tam będziesz musiał mieszkać, jako jeden z moich domowników.