Rozliczyliśmy się z zysku i weseli wróciliśmy.

Gdy wszedłem do domu, pierwsze, co zobaczyłem w izbie Assunty, na honorowym miejscu, to kołyska kontrastująca wspaniałością z resztą mieszkania; w kołysce leżało ośmiomiesięczne niemowlę.

Krzyknąłem z radości. Jedyne chwile smutku, jakie napadały mnie po zabiciu prokuratora, przeżywałem tylko wtedy, gdy przypominałem sobie o porzuceniu dziecka.

Rozumie się, że bynajmniej nie miałem wyrzutów sumienia z powodu morderstwa.

Biedna Assunta wszystkiego się domyśliła: skorzystała z mojej nieobecności i zanotowawszy wcześniej dzień i godzinę, w której zostawiłem dziecko w przytułku, zabrała połowę pieluszki, udała się do Paryża, aby je odebrać. Nie wysunięto tam żadnych przeszkód i oddano jej dziecko.

Ach, panie hrabio, przyznam się, że kiedym zobaczył tę biedną istotkę śpiącą w kołysce, wzruszenie chwyciło mnie za serce i łzy popłynęły mi z oczu.

„O, Assunto! — zawołałem. — Jesteś naprawdę szlachetną kobietą i Opatrzność ci za to pobłogosławi”.

— No, to już nie było tak logiczne — odezwał się Monte Christo — jak twoja filozofia; to była już tylko wiara.

— Niestety, pan hrabia ma rację, bo to dziecko zesłał mi Bóg, aby mnie pokarać. Nigdy jeszcze wcześniej nie objawiła się tak przewrotna natura, a przecież nie można rzec, by dziecko nie było dobrze chowane — bratowa obchodziła się z nim jak z książątkiem; chłopczyk miał prześliczną twarzyczkę: oczy miał jasnobłękitne jak kolor ornamentów na chińskiej porcelanie, który tak pięknie zgadza się z mlecznobiałym tłem; tylko jasne włosy wpadające w rudość nadawały jego twarzyczce szczególny jakiś charakter, który uwydatniał jeszcze żywość spojrzenia i złośliwy uśmiech. Nieszczęściem przysłowie uczy, że rudy albo jest samą dobrocią, albo samą złością; przysłowie to nie kłamało w przypadku Benedetta — od samego początku objawiał się w nim zły charakter.

Prawda, że łagodność przybranej matki wspomogła rozwój jego wrodzonych skłonności; dziecko, dla którego biedna moja bratowa chodziła na targ do miasta o pięć mil stamtąd, aby kupować mu wczesne owoce i najdelikatniejsze cukry, wolało kasztany kradzione u sąsiada albo suszone jabłka na jego strychu od pomarańcz z Parmy i genueńskich konfitur, mając przy tym do woli kasztanów i jabłek w naszym sadzie.