Uderzył piorun i błysnęło tak mocno, że niemal zaćmiło blask lampy.
„Oj, ale chce pan iść w taką pogodę?” — spytał Caderousse.
„E, nie boję się piorunów” — odpowiedział jubiler.
„A rabusiów? — odezwała się Karkontka. — Drogi w czasie jarmarku nie są zbyt bezpieczne”.
„Na bandytów mam lekarstwo”.
I wyjął z kieszeni parę niewielkich nabitych pistoletów.
„Oto pieski, co szczekają i kąsają jednocześnie; nimi potraktuję pierwszych, którym się zachce twojego brylantu, ojczulku Caderousse”.
Małżonkowie spojrzeli posępnie po sobie. Zdaje się, że jednocześnie przyszła im do głowy ta sama straszna myśl.
„No, to szerokiej drogi” — rzekł Caderousse.
„Dziękuję” — odparł jubiler.