— Konie! — rozkazał Monte Christo.

— Są zaprzęgnięte, panie hrabio — odpowiedział Bertuccio. — Czy mam jechać z panem hrabią?

— Nie; stangret, Baptysta i Ali, to wystarczy.

Hrabia zszedł na dół i ujrzał przy swoim powozie konie, które mu się tak spodobały przy powozie Danglarsa.

— Piękne, rzeczywiście, dobrze, żeś je kupił, szkoda jednak, że tak późno.

— Panie hrabio, niełatwo mi przyszło je kupić i słono kosztowały.

— Czy dlatego tracą na urodzie? — wzruszył ramionami hrabia.

— Skoro pan hrabia jest kontent, to wszystko w porządku. Gdzie pan hrabia każe jechać?

— Na ulicę Chaussée-d’Antin, do barona Danglarsa.

Rozmowa ta odbywała się na podeście schodów. Bertuccio zrobił krok, chcąc zejść.