Danglars kiwnął mu nieznacznie głową i zaprosił go gestem, aby usiadł w złoconym fotelu z białym atłasowym obiciem przetykanym złotem. Hrabia usiadł.

— Czy mam honor z panem de Monte Christo?

— A ja czy mam honor z panem baronem Danglarsem, kawalerem Legii Honorowej i członkiem Izby Deputowanych?

Monte Christo wymienił wszystkie tytuły, jakie były na bilecie wizytowym Danglarsa.

Danglars uczuł ten przytyk i przygryzł wargi.

— Proszę mi wybaczyć — rzekł — że nie wymieniłem od razu tytułu, pod jakim mi pana zapowiedziano. Ale jak pan wie, mamy teraz rząd ludowy, a ja właśnie jestem reprezentantem ludu.

— Dlatego też, zachowując zwyczaj tytułowania się baronem, zaprzestał pan przyznawać innym tytuł hrabiego.

— Och, ja wcale nie dbam o ten tytuł — rzekł niedbale Danglars. — Mianowali mnie baronem i zrobili kawalerem Legii Honorowej za parę przysług, ale...

— Ale pan zrzekłeś się tych tytułów jak niegdyś panowie Montmorency i Lafayette? Drogi panie, to piękny przykład i godny naśladowania.

— No, niezupełnie — odparł zakłopotany Danglars. — Rozumie pan, wobec służby...