— Proszę mówić, panie hrabio, jestem na pańskie rozkazy.
— A więc teraz, gdyśmy się już porozumieli, a zrozumieliśmy się, prawda?
Danglars kiwnął potakująco głową.
— I nie ma pan już żadnych wątpliwości?
— Ależ, panie hrabio, nie miałem ich od samego początku!
— Nie, żądał pan tylko dowodów i nic więcej. A więc — powtórzył hrabia — skoro się porozumieliśmy i ponieważ nie ma już pan żadnych wątpliwości, ustalmy, jeśli pan pozwoli, przybliżoną sumę na pierwszy rok: powiedzmy sześć milionów.
— Sześć milionów! Dobrze! — zakrztusił się Danglars.
— Jeżeli będzie mi trzeba więcej — dodał niedbale Monte Christo — zawiadomię pana, ale nie sądzę, bym zabawił we Francji dłużej niż rok, a przez ten czas nie wydam chyba więcej... zresztą zobaczymy... Na początek racz mi pan przesłać na jutro rano pięćset tysięcy franków, nie wychodzę z domu do południa, gdyby mnie zresztą nie było, zostawię pokwitowanie memu intendentowi.
— Będzie miał pan hrabia pieniądze jutro rano o dziesiątej. Życzy pan sobie złoto, banknoty czy srebro?
— Połowę w złocie, połowę w banknotach.