— Cicho tam! — zirytował się ktoś.

— Cóż takiego? — powtórzył Albert.

— Ten bieg wygrali koń i dżokej zupełnie nieznani.

— Jak to?

— Ano tak! Nikt nawet nie zauważył konia zapisanego pod imieniem Vampa i dżokeja wpisanego pod pseudonimem Hiob, gdy nagle zaczął się przebijać do przodu pyszny kasztan z dżokejem niewiele większym od pięści; musiano mu wpakować dwadzieścia funtów ołowiu w kieszenie, a jednak przybył do mety, wyprzedzając o trzy długości Ariela i Barbara, które z nim biegły.

— I nikt nie wiedział, do kogo należy koń i dżokej?

— Nie.

— Mówisz, że koń był zapisany pod imieniem...

— Vampa.

— To mam przewagę: wiem, czyj to koń i czyj dżokej.