— Z kim to rozmawiałeś, panie? — spytała dziewczyna.

— Ależ z hrabią de Morcerf, który służył pod twoim znakomitym ojcem i nawet przyznaje, że zawdzięcza mu swój majątek.

— O, nędznik! — zawołała Hayde. — To on go sprzedał Turkom! A jego majątek to nagroda za zdradę. Czyż o tym nie wiedziałeś, panie mój najdroższy?

— Słyszałem coś o tym w Epirze — odparł Monte Christo. — Ale nic nie wiem o szczegółach sprawy. Chodź, drogie dziecko, opowiesz mi o tym, to może być ciekawe.

— O tak, chodźmy stąd, chodźmy, bo zdaje mi się, że umrę, jeśli będę dłużej na niego patrzeć.

Hayde podniosła się szybko, otuliła w biały kaszmirowy burnus, naszywany perłami i koralami i wyszła w chwili, gdy podnosiła się kurtyna.

— No popatrz pan, ten człowiek nic nie robi jak wszyscy — rzekła hrabina G*** do Alberta, który powrócił na swoje przy niej miejsce. — Z istnym nabożeństwem słucha trzeciego aktu, a wychodzi, kiedy zaczyna się czwarty.

53. Hossa i bessa

W kilka dni po tym spotkaniu Albert de Morcerf odwiedził hrabiego de Monte Christo w domu na Polach Elizejskich; właściwie dom ów stał się już pałacem, hrabia bowiem, dzięki ogromnym środkom, jakimi dysponował, nadawał taki wygląd wszystkim miejscom, gdzie zamieszkiwał choćby przez krótki czas.

Albert przybył przekazać ponowne podziękowania pani Danglars, które zdążyła już wyrazić w liście podpisanym baronowa Danglars, z domu Herminia de Salvieux.