— Gdzie? — wyjąkał Morcerf.
— Tam! — rzekł Monte Christo.
I objąwszy ramieniem hrabiego, wychylił się wraz z nim z loży.
W tej chwili Hayde, wypatrując Monte Christa, dojrzała jego bladą twarz obok oblicza Morcerfa.
Widok ten wywarł na dziewczynie taki efekt, jakby zobaczyła głowę Meduzy. Rzuciła się do przodu, jakby chciała ich pożreć wzrokiem — a potem cofnęła się i wydała słaby okrzyk, na tyle jednak silny, że usłyszały go osoby siedzące w pobliżu, a także Ali, który natychmiast otworzył drzwi.
— Co to się stało pańskiej pupilce, panie hrabio? — spytała Eugenia. — Czy aby nie zasłabła?
— Być może — rzekł hrabia — ale proszę się tym nie przerażać; Hayde jest bardzo nerwowa i wrażliwa na zapachy; wystarczy, że poczuje niemiłą dla niej woń, a już mdleje. Ale mam na to lekarstwo — dodał wyjmując z kieszeni flakonik.
Złożył ukłon baronowej i jej córce, uścisnął rękę hrabiemu i Debray’owi, po czym wyszedł.
Gdy wrócił do swojej loży, Hayde była nadal bardzo blada; zaledwie wszedł, uchwyciła go za rękę.
Monte Christo poczuł, że jej dłonie były zarazem wilgotne i zlodowaciałe.